Talent do dzieci

Zawsze bardzo lubiłam dzieci i miałam w sobie takie przekonanie (może dla niektórych zbyt pewne siebie), że będę dobrą mamą.

Z łatwością nawiązywałam  kontakt z dziećmi sąsiadów i tymi w rodzinie, lgnęły do mnie, a czas z nimi spędzony był ciekawy, twórczy, zabawny. Chciałam mieć dzieci, chciałam być mamą. Czas mijał, moje koleżanki zakładały rodziny, a moje marzenie dotyczące macierzyństwa się nie spełniało. Najtrudniej mi było, kiedy widziałam, dzieci cierpiące: zaniedbane, samotne, niekochane. Myślałam wtedy, że to niesprawiedliwe, że Najwyższy wyposażył mnie w swoisty "talent do dzieci" i że mam w sobie tyle pozytywnych uczuć, którymi mogłabym obdarzyć dziecko, ale bycie mamą nie jest mi dane. W moim przekonaniu marnowałam się, czułam się bezużyteczna. I wtedy (w wieku 29 lat) spotkałam się z ideą Duchowej Adopcji Dziecka Poczętego. To było coś na co czekałam. Nie mogąc mieć własnych, biologicznych dzieci, okazało się, że mogę je mieć w sensie duchowym, że oprócz codziennej modlitwy, którą adoptujący odmawiają przez 9 miesięcy w intencji nienarodzonego dziecka, zagrożonego aborcją, mogę ofiarować Bogu wszystkie swoje zdolności i uczucia, całą moją miłość i sympatię do dzieci i prosić Go, aby On dał je adoptowanemu przeze mnie dziecku, którego imię tylko Bóg zna. Duchowa Adopcja pozwoliła mi realizować macierzyństwo w sensie duchowym i w ten sposób się spełniać. Po ludzku to niemożliwe, ale "dla Boga nie ma nic nie możliwego" (Łk 1, 37) i to na prawdę działa. W tym roku adoptowałam duchowo swoje szóste dziecko.

 Ewa