Dlaczego nie strajkowałem

Już od jakiegoś czasu nosiłem się z zamiarem napisania swoich refleksji związanych ze strajkiem nauczycieli, ale ciągle brakowało mi czasu, albo sił, albo jednego i drugiego.

Pracuję w dwóch szkołach, być może stąd to zmęczenie… Podczas matur spotkałem się przypadkowo ze znajomym katechetą, który strajkował i teraz żałuje tego. Strajk nic mu nie dał… Rozmowa z nim zmotywowała mnie do tego, by jednak podzielić się swoimi przemyśleniami. Nie był jedynym katechetą, o którym słyszałem, że strajkował. Wydaje się to wskazywać na coś, co zauważyłem już wcześniej. Ludzie się chyba trochę pogubili, nawet ci wierzący i zaangażowani w Kościele… Ten strajk dotknął mnie bezpośrednio, bo sam jestem nauczycielem – katechetą. Pracuję w tym zawodzie, z przerwami od 2003 r. Z przerwami bo pochodzę z miasta, gdzie kilkanaście lat temu brakowało pracy dla katechetów. Dlatego od 2008 r. mieszkam i pracuję w Krakowie. Swój zawód traktuje jako powołanie – misję zleconą mi przez Kościół, ale bardziej jeszcze przez samego zmartwychwstałego Chrystusa, który w tym Kościele żyje i działa. Jezus powiedział: «Dana Mi jest wszelka władza w niebie i na ziemi. Idźcie więc i czyńcie uczniów ze wszystkich narodów, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego.  Uczcie je zachowywać wszystko, co wam przykazałem. A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata” (Mt 28,18-20). Bycie ewangelizatorem-teologiem-katechetą, to moja tożsamość nie tylko zawodowa, ale przede wszystkim duchowa, bytowa, życiowa. Może przesadzam, ale tak właśnie to przeżywam. Dlatego głosowałem przeciw strajkowi i czułem jakiś wewnętrzny sprzeciw, wobec strajku, który polegał na odmowie wykonywania jakichkolwiek czynności nauczycielskich, co wiązało się oczywiście też ze skutkami finansowymi. W imię czego miałem strajkować? Nie uważam, aby należała mi się podwyżka, abym miał do niej bezwzględne prawo. Zresztą rząd obiecał stopniowe podwyżki od września 2019 r. Uczynił to przed rozpoczęciem strajku w porozumieniu zawartym z NSZZ Solidarność. A co do celów strajku, to na początku tego nie wiedziałem, ale później dowiedziałem się, że są one zdecydowanie polityczne, skierowane przeciwko rządowi. Tak więc zasadniczo nie chodziło o dobro edukacji i nauczycieli, ale o walkę polityczną opozycji o władzę. Dowiedziałem się też od koleżanki uczącej historii, że ZNP było przed wojną organizacją lewicową, wręcz komunizującą i już wtedy postulowało usunięcie nauki religii ze szkół. Oczywiście ludzie, którzy strajkowali mogli mieć i pewnie mieli różne motywacje i intencje. Wielu pewnie uważało, że postulaty ZNP są słuszne (podwyżka!) inni nie lubią PiS-u, jeszcze inni może strajkowali, bo ich koledzy i koleżanki strajkowali…

      Wspomniałem, że pracuję w dwóch szkołach; państwowej i prywatnej. W państwowej, zdecydowana większość strajkowała, w prywatnej, jak mi się wydaje, wszyscy pracowaliśmy, były normalnie lekcje, pomimo, że warunki pracy w prywatnej szkole są zdecydowanie gorsze. Prawie wszyscy nauczyciele pracują, bądź pracowali w oparciu o umowę zlecenie, lub o dzieło. Dlatego prawie wszyscy pracują oprócz tego w państwowych szkołach. Nawet jeśli ostatnio forma zatrudnienia w prywatnej szkole się zmieniła, to i tak płacą nam tylko za przepracowane godziny. A więc żądnego płatnego chorobowego, świąt, ferii, wakacji, to wszystko jest bezpłatne.  I nikt nie strajkuje, bo takie są tam warunki pracy i płacy. Jeśli komuś to nie odpowiada, to odchodzi… Skoro więc pracuję w prywatnej szkole, to dlaczego mam strajkować państwowej? Zresztą, skoro traktuje swoją pracę jako ewangelizacyjną misję głoszenia słowa Bożego, to strajk nie wchodzi w grę. Nie ma takiej możliwości, bez względu na to, jakie są warunki pracy…