Krok I Otworzyć sie na miłość Boga Ojca

  • Drukuj

 Poemat o Bogu Stwórcy i Artyście

„Na początku Bóg stworzył niebo i ziemię” (…)A wreszcie rzekł Bóg: «Uczyńmy ludzi na Nasz obraz, podobnych Nam. Niech panują nad rybami morskimi, nad ptactwem powietrznym, nad (Rdz 1,1.26-28) bydłem, nad ziemią i nad wszystkimi zwierzętami pełzającymi po ziemi!» 

Stworzył więc Bóg ludzi na swój obraz, na obraz Boży go stworzył: stworzył ich jako mężczyznę i kobietę.  Po czym Bóg im błogosławił, mówiąc do nich: «Bądźcie płodni i rozmnażajcie się, abyście zaludnili ziemię i uczynili ją sobie poddaną; abyście panowali nad rybami morskimi, nad ptactwem powietrznym i nad wszystkimi zwierzętami pełzającymi po ziemi». 

Ojcostwo Boga

Popatrzcie, jaką miłością obdarzył nas Ojciec: zostaliśmy nazwani dziećmi Bożymi i rzeczywiście nimi jesteśmy. (1 J 3,1)

Chrzest Jezusa

(…)W owym czasie przyszedł Jezus z Nazaretu w Galilei i przyjął od Jana chrzest w Jordanie. W chwili gdy wychodził z wody, ujrzał rozwierające się niebo i Ducha jak gołębicę zstępującego na siebie. A z nieba odezwał się głos: «Tyś jest mój Syn umiłowany, w Tobie mam upodobanie». (Mk1,1.0-11).

Prawda o stwórczej miłości Boga, jako Ojca, ma charakter fundamentalny dla tożsamości człowieka. Wszyscy ludzie przez fakt stworzenia duszy w momencie poczęcia, są umiłowanymi dziećmi Boga. Zatem każdy człowiek jest chciany i kochany przez Stwórcę, bez względu na okoliczności w jakich się począł. Podstawową tożsamością człowieka jest więc prawda o tym, że jest umiłowanym dzieckiem Ojca niebieskiego, który jest jego najlepszym tatą. Takim tatą, jakiego zawsze pragnął i za jakim tęsknił. Teksty z księgi Rodzaju mówią o stworzeniu ludzi jako mężczyzny i kobiety na obraz i podobieństwo Trójcy Świętej (por. Rdz 1,25-27). Zarówno kobieta, jak i mężczyzna razem stanowią obraz Boga, który jest wspólnotą miłujących się Osób Boskich: Boga Ojca, Syna Bożego i Ducha Św. Bóg jest duchem, wydaje się, więc, że ludzie są Jego obrazem poprzez swój wymiar duchowy - duszę przejawiającą się przez rozum, wolę i sumienie. Ludzie są wizerunkiem Najwyższego także przez swoje ciała, ponieważ zostali stworzeni na obraz Syna Bożego, który w kluczowym momencie historii zbawienia, przyjmie naturę ludzką. Jeśli chodzi zaś o podobieństwo, to prawdopodobnie jest tu mowa o życiu Bożym, czyli stanie pierwotnej sprawiedliwości, łasce uświęcającej, otrzymanej od Stwórcy. Łaskę tą pierwsi ludzie utracili na skutek grzechu pierworodnego. Dopiero Syn Boży przez swoje dzieło odkupienia przywrócił ludziom możliwość życia w bliskości z Ojcem wyjednując łaskę uświęcającą otrzymywaną po raz pierwszy na chrzcie św. 


Drugi, starszy opis stworzenia ludzi (Rdz 2) przedstawia  Boga jako artystę, który pochyla się nad swoim dziełem z pieczołowitością i starannie, z miłością je kształtuje. „Pan Bóg ulepił człowieka z prochu ziemi i tchnął w jego nozdrza tchnienie życia. Odtąd stał się człowiek istotą żyjącą” (Rdz 2,7). Następnie czule umieścili go w cudownym ogrodzie, który wcześniej dla niego przygotował. „Pan Bóg zasadził ogród w Edenie na wschodzie i mieścił tam człowieka, którego ulepił (Rdz 2,8). Podoba mi się porównanie Stwórcy do rodziców przygotowujących pokój dla swojego dziecka, które ma się urodzić. Jest mi on bliski, gdyż z żoną również przygotowywaliśmy miejsce w mieszkaniu dla naszego synka przed jego przyjściem na świat „Zanim ukształtowałem cie w łonie matki znalem cię” (Jr 1,5). Tekst ten pokazuje, że każdy jest jedyny i niepowtarzalny, oryginalny jak arcydzieło.[1] Bóg zna nas osobiście, po imieniu, ma dla każdego człowieka swoje zbawcze plany, zamiary, powołanie, misję do spełnienia, podobnie jak miał je w stosunku do Jeremiasza powołanego na proroka.

Na poziomie intelektualnym stosunkowo łatwo przyjąć prawdę, iż Bóg jest dobry, że jest miłością, naszym najlepszym ojcem. Natomiast tę prostą prawdę, może być trudno zaakceptować na poziomie emocjonalnym. Dzieje się tak ponieważ wszyscy na skutek grzechu pierworodnego jesteśmy grzesznikami i popełniamy błędy. Dotyczy to także rodziców, na których „obraz i podobieństwo” dziecko kształtuje sobie wizerunek Boga. Wszelkie błędy, nieporadności, nieprawidłowości, grzechy, których dopuszczali się rodzice, zwłaszcza ojcowie wobec dzieci, mogą być i często są przenoszone na wizerunek Boga Ojca. Osoby uzależnione, to często ludzie poranieni przez błędy, zaniedbania, niedostatek miłości swoich rodziców. Często noszą w sobie braki miłości, której nie otrzymali od nich w dzieciństwie, lub otrzymali w niewystarczający sposób. Praca nad tabelą kroku drugiego, może pomóc się z tym zmierzyć.[2] Zdarza się, że wejście na drogę uzależnienia, było spowodowane próbą znalezienia namiastki ciepła, bliskości i miłości, której brakło w dzieciństwie. Niemniej zachowania nałogowe, np. w sferze seksualnej i nie tylko, chwilowo uśmierzają ból, są ucieczką, natomiast później ten głód pojawia się znowu niejako powiększony o głód nałogu. Odstawienie nałogowych zachowań, początkowo powoduje szok dla całego organizmu, ból, który po pewnym czasie się zmniejsza, choć może całkowicie nie zniknąć… Odsłania się wtedy pustka, którą człowiek usiłował wypełnić czynnym nałogiem. Tą pustkę, można i trzeba powierzać Jezusowi, który może go wypełnić swoją miłością,  Słowem Bożym, ukoić swoim ciałem (Eucharystia, Komunia św.), bliskością innych ludzi. Głód ten zmniejsza się np. poprzez podejmowanie służby, niemniej doświadczenie pokazuje, ze nigdy całkowicie nie znika… Pewnym odkryciem były dla mnie słowa, które usłyszałem na sesji w CFD u salwatorianów w Krakowie prowadzonej przez ks. dra K. Grzywocza pt. „W duchu przyjaźni”. Otóż porównał on wspomniane deficyty do filiżanki bez dna. Można do niej wlewać herbatę i nigdy nie będzie pełna. Żaden człowiek, np. mąż, żona, przyjaciel itp., nie jest w stanie tego pragnienia wypełnić. Pozostaje on najprawdopodobniej nigdy do końca nienasycony, niezaspokojony, choć można i trzeba oddawać go Chrystusowi. „W Jego ranach jest nasze zdrowie” (Iz 53,5).


 Co do tożsamości człowieka, to oprócz bycia umiłowanym synem, córką Boga z racji stworzenia, jest jeszcze prawda o byciu wykupionym przez Syna Bożego z niewoli szatana, grzechu i śmierci, przez Jego krew, mękę, śmierć i zmartwychwstanie. Dotyczy to wszystkich ludzi odkupionych przez Chrystusa. „Wiecie bowiem, że z waszego odziedziczonego po przodkach złego postępowania zostaliście wykupieni nie czymś przemijającym, srebrem lub złotem, ale drogocenną krwią Chrystusa, jako baranka niepokalanego i bez zmazy ”1(1P 1,18). Dla osób często borykających się z niskim poczuciem własnej wartości, dobrze jest podkreślić, że krew Jezusa to jest cena wartości każdego, bez wyjątku, człowieka: zdrowego, chorego, niepełnosprawnego, nienarodzonego, bezdomnego, uzależnionego itp.

I wreszcie tożsamość wynikająca z tajemnicy chrztu świętego. Bycie przybranym przez łaskę dzieckiem Boga Ojca, bratem, uczniem Jezusa i mieszkaniem, świątynią Ducha Św. Popatrzcie, jaką miłością obdarzył nas Ojciec: zostaliśmy nazwani dziećmi Bożymi i rzeczywiście nimi jesteśmy (1 J 3,1). Otrzymaliście Ducha przybrania za synów (Rz 8,15). Jezus wzywa każdego ochrzczonego, aby był Jego uczniem, by szedł za Nim, naśladował Go, niosąc swój krzyż każdego dnia. W przypadku osoby uzależnionej, krzyżem może być ból odstawienia i skłonności nałogowe, które pozostają do końca życia. Natomiast drogą podążania za Chrystusem może być program 12 kroków w interpretacji katolickiej. Kiedyś dostałem na kratce 12 kroków AA od mojego spowiednika i usłyszałem, że to może być moja droga wychodzenia z nałogu. Nie jestem alkoholikiem, stąd, nie bardzo mnie to przekonywało. Poza tym wydawało mi się wtedy, że już te kroki właściwie realizuję. Nie wiedziałem, jak bardzo się myliłem. Gdy jednak wiele lat później trafiłem do wspólnoty samopomocowej, jeden z moich sponsorów powiedział mi, że Jezus prosi mnie, abym szedł za Nim drogą 12 kroków. Od wielu lat idę tą drogą w interpretacji katolickiej, ale podążam indywidualnie, jak prawdopodobnie wielu moich uzależnionych kolegów - katolików z grupy 12 krokowej.  Idziemy indywidualnie ponieważ wspólnota jest bezwyznaniowa, a wiara, jak wspomniałem jest traktowana jak prywatna sprawa. Tymczasem Jezus powoływał uczniów po dwóch, tworząc z nich wspólnotę zgromadzoną wokół Siebie i swojego Słowa... Stąd moje marzenie o katolickiej grupie 12 krokowej…

Oto tabela pracy nad wizerunkiem Boga. Wpisujemy osobę znaczącą, np. tatę, mamę, nauczyciela itp. W następnie kolumnie umieszczamy wydarzenie, które być może spowodowało, że czegoś o Bogu się „nauczyliśmy”, a właściwie nieco zdeformowaliśmy swój obraz Boga. W trzeciej kolumnie wpisujemy prawdę, jaką wybieramy teraz w oparciu o Biblię i nauczanie Kościoła (np. Katechizm Kościoła Katolickiego).

Osoba znacząca

Co się wydarzyło

Czego się nauczyłem

Prawda jaką wybieram teraz

Mama

Zostawiała mnie w domu samego, gdy byłem mały.

Bóg się mną nie interesuje, zostawia mnie samego.

Mój Bóg jest dobry i zawsze jest przy mnie. Nigdy mnie nie opuści. „Bóg powiedział: Nie opuszczę cię ani nie porzucę (Hbr 13,5) Choćby mnie opuścili ojciec i matka to Pan mnie przygarnie” (Ps 27,10).

 

Nawiązała ze mną zależnościową relację, zamiast mieć dobrą relację z tatą.

Bóg mnie zniewala, uzależnia od siebie.

Bóg się nie narzuca, daje mi wolność, proponuje Mi przyjaźń, np. Ojciec miłosierny (Łk 15,11-32)

tata

Nie miał dla mnie czasu, gdy go potrzebowałem.

Nie jestem ważny dla Boga.

Bóg mnie kocha, bo mnie stworzył i jest moim najlepszym tatą. Jestem drogi w Jego oczach. „Ponieważ drogi jesteś w moich oczach, nabrałeś wartości i Ja cię miłuję, przeto daję ludzi za ciebie i narody za życie twoje. Nie lękaj się, bo jestem z tobą.”(Iz 43,4)

 

Wielokrotnie wywierał na mnie presję, nie liczył się z moim zdaniem.

 Bóg „dla mojego dobra”, wywiera na mnie nacisk, zmusza mnie do czegoś, ponieważ wie lepiej.

Kochający Bóg mnie szanuje i do niczego nie zmusza, nie naciska, nie wywiera presji, mówi: jeśli chcesz, to możesz, np. Jezus i bogaty młodzieniec: „jeśli chcesz być doskonały, idź sprzedaj… Mt 19,21

 

 

 

 

 


Trzeba jeszcze podkreślić, za św. Janem Pawłem II, o czym pisał w swojej encyklice o Bożym miłosierdziu, że dobry Bóg kocha nas jak najlepszy, czuły ojciec, który uczy chodzić, karmi, podnosi do swego policzka niemowlę, nosi je na swoich rękach, jest to również moje doświadczenie jako ojca. „Miłowałem Izraela, gdy jeszcze był dzieckiem, i syna swego wezwałem z Egiptu. Im bardziej ich wzywałem, tym dalej odchodzili ode Mnie, a składali ofiary Baalom i bożkom palili kadzidła. A przecież Ja uczyłem chodzić Efraima,na swe ramiona ich brałem; oni zaś nie rozumieli, że troszczyłem się o nich. Pociągnąłem ich ludzkimi więzami, a były to więzy miłości. Byłem dla nich jak ten, co podnosi do swego policzka niemowlę - schyliłem się ku niemu i nakarmiłem go” (Oz 11,1-4).Bóg Ojciec, jest Bogiem wiernym, stałym, można się na Nim oprzeć i w pełni Mu zaufać. Oddaje to hebrajskie słowo hesed, które oznacza wierność przymierzu zawartym z Izraelem, nawet wtedy, gdy Hebrajczycy byli niewierni, a zdarzało się to wielokrotnie. Z drugiej strony miłość Boga można też porównać, do czułej, ciepłej bezwarunkowej miłości matki, która nigdy nie zapomina o swoim dziecku. „Mówił Syjon: "Pan mnie opuścił, Pan o mnie zapomniał".
Czyż może niewiasta zapomnieć o swym niemowlęciu, ta, która kocha syna swego łona?
A nawet, gdyby ona zapomniała, Ja nie zapomnę o tobie. Oto wyryłem cię na obu dłoniach
(…) (Iz 49, 14-16a). Taki wymiar Bożej matczynej miłości oddaje hebrajskie słowo rahamim, pochodzące od słowa rehem i oznaczającym łono matczyne. Bp G. Ryś pisał o tym, że nasze imiona są napisane na dłoniach Jezusa, noszących ślady gwoździ, znaki męki za nasze grzechy.[3]

Na koniec jeszcze jedna sprawa dotycząca tzw. języków miłości. Usłyszałem o tej koncepcji na rekolekcjach dla rodzin w 2015 r. odbywających się w ramach spotkań małżeńskich. Jej twórcą jest dr Gary Chapman, chrześcijański terapeuta (protestant). Twierdzi on, że ludzi komunikują sobie i przyjmują miłość na pięć sposobów. Są to: 1 wyrażenia afirmatywne, 2. prezenty, 3 dotyk, 4. dobry czas i 5. współdziałanie. Podobno większość ludzi na jeden z ww sposobów przyjmuje miłości jedynie wtedy, gdy ktoś „przemawia jego językiem”. Jeśli np. dla kogoś takim językiem jest wspólnie spędzany czas, a druga osoba go mu nie poświęca, lecz np. obdarza prezentami, to taki człowiek nie czuje się kochany, mimo niejednokrotnie usilnych starań drugiej strony. Należałoby więc niejako odczytać, jaki jest swój język miłości oraz osoby, którą kochamy, aby móc przyjmować i obdarzać drugiego miłością tak, jak ta osoba tego potrzebuje. Pomocą są wskazówki i test zawarty w książce wspomnianego autora.[4]

Po lekturze książki zrodziła mi się taka refleksja, że Pan Bóg nasz najlepszy tata zna każdego człowieka najlepiej i wie jak trafić do jego serca. Poza tym przemawia wszystkimi pięcioma językami (oraz wszelkimi innymi): 1. kieruje swoje słowo, w którym zapewnia o swojej miłości, np. „Ale teraz tak mówi Pan, Stworzyciel twój, Jakubie, i Twórca twój, o Izraelu: Nie lękaj się, bo cię wykupiłem, wezwałem cię po imieniu; tyś moim. Gdy pójdziesz przez wody, Ja będę z tobą, i gdy przez rzeki, nie zatopią ciebie. Gdy pójdziesz przez ogień, nie spalisz się, i nie strawi cię płomień. Albowiem Ja jestem Pan, twój Bóg, Święty Izraela, twój Zbawca. Daję Egipt jako twój okup, Kusz i Sabę w zamian za ciebie. Ponieważ drogi jesteś w moich oczach, nabrałeś wartości i Ja cię miłuję, przeto daję ludzi za ciebie i narody za życie twoje. Nie lękaj się, bo jestem z tobą  (Iz 43,1-4). 2. Bóg zawsze ma czas i oferuje go np. w postaci adoracji, rekolekcji, itp. to ludziom nie raz „brakuje” czasu dla Boga i Jego słowa. 3. Bóg dotyka nas, w Jezusie stał się dotykalny np. w Eucharystii. Bóg też posługuje się ludźmi przez których okazuje swoja czułość i bliskość (to samo dotyczy czasu). 4. Ojciec niebieski też obdarza wieloma darami, prezentami, tylko trzeba to umieć dostrzec i wreszcie 5. Daje nam swego Ducha, który nas wspiera, pomaga nam, również za pośrednictwem ludzi, np. rodziców, kapłanów, katechetów, liderów i animatorów ruchów odnowy Kościoła, osób ze wspólnot religijnych, samopomocowych itp.   

W podsumowaniu chciałbym przytoczyć jeszcze jeden tekst biblijny z listu św. Pawła do Galatów, w którym autor wskazuje, ze grzech zniewala, ale z tej niewoli wybawia Syn posłany przez Ojca (por. J 7,12), który sprawia, że nie jesteśmy już niewolnikami, ale synami Ojca. To jest nasza najgłębsza tożsamość, co dotyczy także osób cierpiących na skutek nałogów. Bycie uzależnionymi, to nie jest najgłębsza tożsamość członków grup samopomocowych, lecz bycie umiłowanymi synami i córkami Boga. „Gdy jednak nadeszła pełnia czasu, zesłał Bóg Syna swego, zrodzonego z niewiasty, zrodzonego pod Prawem, aby wykupił tych, którzy podlegali Prawu, abyśmy mogli otrzymać przybrane synostwo.  Na dowód tego, że jesteście synami, Bóg wysłał do serc naszych Ducha Syna swego, który woła: Abba, Ojcze!  A zatem nie jesteś już niewolnikiem, lecz synem. Jeżeli zaś synem, to i dziedzicem z woli Bożej” (Ga 4,5-7). Tę samą prawdę podkreślał św. Jan Paweł II, komentując przypowieść o synu marnotrawnym, który odchodząc od Ojca i trwoniąc majątek, stracił coś znacznie większego niż pieniądze. Utracił w swoich oczach godność syna, dlatego chciał po powrocie zostać jednym z najemników swego taty. Ten jednak przyjął go z radością i wzruszeniem wybiegając mu naprzeciw i przywracając mu utraconą godność syna przez znaki - dary sandałów, pierścienia i najlepszej szaty.[5]

 

Pytania do rozważenia:

1. Czym jest dla mnie Biblia, czy i jak często ją czytam?

2.Czym mam świadomość, że Biblia jest listem miłosnym Boga do mnie?

3. Czy mam świadomość, że w świetle Słowa Bożego, nauczania Kościoła, jestem umiłowanym, ukochanym dzieckiem Boga - Stwórcy, że jest to moja podstawowa tożsamość?     

4. Czy mam świadomość, że Bóg kocha mnie osobiście, bezwarunkowo, od zawsze, że nie muszę zasługiwać na Jego miłość?

5. Czy mam świadomość, że Bóg kocha mnie ponieważ jestem jego ukochanym synem/ córką pomimo tego, że jestem grzesznikiem i mimo mojego nałogu (nałogów), mojej choroby?

Modlitwa: Boże dziękuję Ci za to że jesteś moim najlepszym tatą. Ty kochasz mnie tak jak nikt, osobiście, bezwarunkowo, za darmo. Znasz mnie po imieniu. Dziękuję Ci za Twoją miłość do mnie, za to, że jestem twoim umiłowanym dzieckiem, synem, córką.

 



[1] Por. K. Wons, Poznawanie siebie w świetle słowa Bożego, Kraków 2010, s. 63-68.

[2] Por. Zacznij działać. Dwanaście krokowi dwanaście tradycji dla Anonimowych Seksoholików, Kraków 2004, s. 21.

[3] Por. Jan Paweł II, Dives In misericordia 4.

[4]  Por. G. Chapman, 5 języków miłości. Tajemnica miłości, która będzie trwała całe życie, tlum. J. Czernik, Kraków 2014, s. 237-250.

[5] Por. Łk 15, 11-32; Jan Paweł II Dives in misericordia 5.