Patroni „Ewangelii wolności” - Sługa Boży Mateusz Talbot

Kiedy myślałem o patronach dla grupy biblijnej „Ewangelia wolności”, przyszło mi do głowy kilka postaci.

Przede wszystkim Tym, który uwalnia i uzdrawia jest Bóg Trójjedynej Miłości: Ojciec, Syn Boży i Duch Św. Syn Boży posłany przez Ojca, stał się człowiekiem w Jezusie Chrystusie z Maryi Dziewicy, dzięki Duchowi Św. Mocą tego Ducha, głosił Słowo Boże oraz przyniósł wolności od grzechów, szatana, piekła i śmierci, oraz wszelkich zniewoleń i nałogów. Patronką grupy jest przede wszystkim Maryja, Matka Odkupiciela, która dzięki przywilejowi niepokalanego poczęcia, była wolna od grzechu pierworodnego i grzechów osobistych oraz wszelkiej pożądliwości. Jak wspomniałem, św. Jan Paweł II koronując obraz Matki Bożej od wykupu niewolników z kościoła pw. św. Jana w Krakowie, nazwał ją Matką Wolności. Ponad to Maryja jest doskonałym wzorem słuchania, rozważania i wypełniania w życiu słowa Bożego. Przywilej niepokalanego poczęcia powodował, że nie było w niej żadnych przeszkód dla Słowa, którym jest przede wszystkim skłonność do zła i grzech. Dlatego Maryja stała się Matką Słowa Wcielonego - Syna Bożego. Drugim patronem mógłby być właśnie św. Jan Paweł II, który całe życie poświęcił, aby niestrudzenie głosić światu Ewangelię o wyzwoleniu w Chrystusie (por. np. encyklika  Redemptoris Missio 44). Jako trzeciego patrona, proponowałbym sługę Bożego, ks. Franciszka Blachnickiego, założyciela ruchu światło - życie, oraz Krucjaty Wyzwolenia Człowieka (KWC), której zadaniem jest podejmowanie starań o pełną wolność ludzi w Chrystusie jako dzieci Bożych. Zaś kolejnym patronem grupy, mógłby być sługa Boży Mateusz Talbot, który zmagał się w swoim życiu z nałogami pijaństwa i palenia papierosów. Dodałbym jeszcze św. Judę Tadeusza i św. Ritę, jako patronów spraw trudnych i niemal beznadziejnych:-) Tak naprawdę, każdy święty mógłby być patronem tej grupy. Dlaczego? Najlepszymi egzegetami Biblii są święci, ponieważ oni żyli Ewangelią, wcielili ją  w swoje życie, odpowiadając  w sposób wolny na wezwania Ducha Świętego. Na tym polega prawdziwa wolność: zrealizować w swoim życiu Boży plan, zamysł jaki Ojciec ma wobec każdego z nas. Świętym się to udało. Zatem wszyscy błogosławieni i święci Boży, módlcie się za nami!

Mateusz Talbot był nałogowym pijakiem. Przepijał dosłownie wszystko. Jego matka przez 16 lat modliła się o przemianę jego życia. Nawrócenie spowodował drobny na pozór incydent i ten sam człowiek został apostołem trzeźwości. Teraz irlandzki robotnik Matt (Mateusz) Talbot jest sługą Bożym i kandydatem na ołtarze. Mateusz Talbot urodził się 2 maja 1856 roku, był Irlandczykiem. Mieszkał wraz z licznym rodzeństwem w Dublinie, stolicy państwa, które straciło swą niepodległość na rzecz okupanta brytyjskiego. Państwo Talbot nie mieli łatwego życia w kraju targanym klęską głodu, biedą, bezrobociem i silną falą emigracji do Ameryki. Rodzina przechodziła też swój własny dramat – alkoholizm głowy rodziny, Charlesa Talbota. Pani Elizabeth Talbot wylała wiele łez z powodu nałogu męża i idących w jego ślady synów.

Skradzione skrzypce. W wieku 12 lat Mateusz ukończył swoją zaledwie dwuletnią edukację i rozpoczął pracę jako goniec w firmie handlującej alkoholem. Często odbierał swoje wynagrodzenie w formie bonu towarowego na piwo i wino. Przed ukończeniem 13 roku życia był już uzależniony od alkoholu. Wkrótce potem Mateusz znalazł zatrudnienie w porcie i w firmie murarskiej. Był sumiennym pracownikiem, ale wszystko, co zarobił wydaje na swoją nową pasję – whisky. Potrafi sprzedać własne buty, by mieć na dalsze picie. Nie cofał się nawet przed kradzieżą, zabrał niewidomemu grajkowi jego jedyny skarb i środek utrzymania – skrzypce.
Nawrócenie
Myśl o nawróceniu przyszła po 16 latach picia przed… pubem, gdzie stał bez grosza przy duszy i czekał, aż jego kompanii zaproszą go na upragnionego drinka. Niestety spotkał go bolesny zawód. Zaoferowano mu jedynie obojętność i kpinę. On, który nigdy nie zostawiał swych kumpli w potrzebie, wysłuchiwał teraz jedynie obraźliwych epitetów. Jeden z nich nazwał go nawet „świnią”. Załamany, ale trzeźwy, poszedł do modlącej się nieustannie za niego matki i za jej radą na trzy miesiące ślubował abstynencję. Przyjął je od niego parafialny ksiądz.

Trudna walka. Mateusz miał 28 lat, przed nim była trudna walka z własną słabością. Podchodził do niej bardzo praktycznie: odseparował się od starych znajomych, nie nosił ze sobą pieniędzy, by nie mieć na alkohol, chodził do kościoła w innej dzielnicy, ale przede wszystkim całym sercem zwracał się ku Bogu. Uczestniczył codziennie we Mszy Świętej, regularnie przystępował do sakramentu pojednania, adorował Przenajświętszy Sakrament, wstąpił do Trzeciego Zakonu św. Franciszka. Swoje starania o trzeźwość podsumowuje jednym zdaniem: „Łatwiej jest przywrócić do życia umarłego, niż przestać pić, będąc alkoholikiem”.   Mateusz dotrzymał przyrzeczenia danego Bogu. Wkrótce je ponowił, aż w końcu złożył ślubowanie na całe życie. Rzucił też palenie, co wiele go kosztowało, jednak dzięki Bożej pomocy wytrwał w abstynencji.
Świadectwo życia. W filmie „Matt Talbot Servant of God” jest scena, w której Mateusz usiłuje przystąpić do Komunii Świętej, ale jakieś niewidzialne pęta nie pozwalają mu podejść do ołtarza. Słyszy też głos, który mówi mu, żeby dał sobie spokój i nie oszukiwał się – w końcu jest pijakiem i zawsze nim będzie. Zrozpaczony wybiegł z kościoła i poszedł do innego. Niestety sytuacja się powtarza na dwóch następnych Mszach. Klęka wtedy przed świątynią i prosi o pomoc Jezusa i Maryję. Wysłuchany przez nich i już uwolniony, przyjmuje do swego zbolałego serca Pana Jezusa. Nawrócony Mateusz żył godnie i pobożnie. Oddał wszystkie swoje stare długi, niestety nie odnalazł niewidomego skrzypka. Zamówił za niego Msze Święte, gdy po miesiącach poszukiwań uznał, że wędrowny muzyk zmarł. Czytał biografie i pisma św. Teresy z Avila, św. Katarzyny ze Sieny, św. Augustyna, św. Franciszka Salezego, św. Alfonsa Liguori, św. Ludwika de Montfort. Był zawsze uśmiechnięty i życzliwy, prowadził spartańskie życie pokutnika. Pościł, umartwiał się i nieustannie modlił. Wspierał organizacje kościelne i potrzebujących. Odrzucił propozycję małżeństwa, złożoną mu przez pobożną, młodą kobietę, urzeczoną jego dobrocią. Zmagał się z chorobą nerek i serca. Zmarł w drodze do kościoła 7 czerwca 1925 roku. Ostatniej posługi udzielił mu dominikanin z pobliskiego kościoła, wezwany przez przypadkiem przechodzącą tam kobietę. Jeden z jego biografów napisał o nim, że był „pijany jedynie miłosierdziem, mądrością, mocą i miłością Boga”. Matko wolności, św. Janie Pawle II i słudzy Boży, księże Franciszku Blachnicki, oraz Mateuszu Talbocie, módlcie się za nami!